Rise of the Runelords

Sesja #28 - Statki, węże, sekretarki.

Sesja 28

Postacie Graczy:
- — ?? —
- Euth’Anasia
- Jeremiasz Bubba
- Lauxema
- Pan Ô Ramix
- Varrel

Asystuję panu burmistrzowi już 5 lat i jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie… Biedaczek, zagłodzi się, odkąd tylko usłyszał od tych podejrzanych osobników plotki o zamachu na swoje życie… Przecież pięć posiłków dziennie to stanowczo za mało, ponadto nie może patrzeć na krwiste steki, które dotąd tak uwielbiał! Obujrzające! Wierz mi moja droga, ci cali “bohaterowie z Sandpoint” to tak naprawdę banda nastających na pieniądze burmistrza oszołomów! Logan, jeden ze strażników powiedział mi, że zasłaniając się pozwoleniem burmistrza najzwyczaniej w świecie włamali się do domu sędziego! Ale to nic w porównaniu z tym, co zrobili potem…

Siedzę ja sobie spokojnie za biureczkiem w ratuszu, pan burmistrz zajmuje się za drzwiami sprawami kluczowymi dla miasta a jakże! Słyszę nawet brzdęk sztućców co napełnia mnie nadzieją na jego powrót do zdrowia, a tu nagle jak nie wpadnie, ten strażnik, co go przenieśli tutaj tydzień temu, wiesz ten z tym mrocznym spojrzeniem, hi hi hi…

- Burmistrz jest wzywany przed ratusz… – powiedział blady jak ściana. – To chyba bardzo, bardzo ważne.

Oczywiście powiedziałam mu, że burmistrz załatwia ważne sprawy, ale nie chciał słuchać i wparował do środka. Nasz biedny burmistrz cały czerwony na twarzy wręcz wybiegł za nim! Martwiąc się o niego podążyłam czem prędzej za nimi. To doprawdy straszne! Wyobraź sobie, że ci oberwańcy śmieli pod ratusz przywieźć na wozie truchło jakiegoś… wielkiego stwora… Jakby Ci to opisać… Wyobraź sobie długie na kilka metrów ciało węża… z babą u góry. Mniej więcej coś takiego.
Stali wszyscy zadowoleni z siebie, jakiś brudny dzikus w skórach obładowany wielkimi broniami, drugi mu podobny wielkości szafy, tylko nieuzbrojony, za to ubrany chyba w worek po ziemniakach. Żebyś widziała szramy na jego twarzy! Pewnie wdawał się w burdy po karczmach, nie ma wątpliwości. Był jakiś podrzędny krasnolud, obwieszony butelkami, pewnikiem pijak! Alkoholik jak oni wszyscy… Obok stał zakapturzony półelf cały ubrany na czarno. Skąd zatem wiem, że półelf? No wiesz, te idiotyczne uszyska bardzo dobrze przebijały przez kaptur, zupełnie jakby miał na głowie rogi. Wierz mi moja droga, to sami rabusie i mordercy, na pewno słyszałaś o ostatniej pladze morderstw w naszym piękym mieście, oooch nikt nie może czuć się bezpieczny! Podobno właśnie półelfy są ich sprawcami! Czekaj czekaj, nie tylko oni, była też z nimi pełnokrwista elfka! Żebyś to widziała! Ubrana jak chłop, włosy potargane, grzywka na czole nieudolnie zrobiona, biust maleńki! Jedyne co miała ładne, to buty całkiem przednie zrobione i nawet czyste. Sama bym sobie takie sprawiła na polowania z burmistrzem! No ale to nic, burmistrz tak się przejął tym widokiem, że zawołał ich do swego gabinetu. Z tego co żem podsłuchała nawciskali mu ciemnoty, że rozwiązali sprawę zamachu na jego życie, ale prawdopodobnie to jeszcze nie koniec… Wyobrażasz sobie? Mało im dalej pieniędzy i zaszczytów! Oooch doprawdy koniec świata w tym Magnimar moja droga…




A wczoraj to słuchaj nie uwierzysz! Robię ja sobie normalne zlecenia, wiesz tu śpiewający sztylecik dla jakiegoś barda, tam wieczne pochodnie dla górników, gogle magiczne dla jakiegoś niziołka, swoją drogą ciekawa sprawa, chyba pierwszy raz widziałem niziołka w butach. Normalna robota zaklinacza. Ty, a potem przyszła elfka i mi mówi, że potrzebuje jakiegoś przedmiotu zwiększającego potencjał magiczny, bo czarów nie może rzucać. Elfka. Nieumiejąca. Magii. No wiem! Kurde polejże jeszcze bo dalej mi się micha trzęsie ze śmiechu jak to sobie przypomnę!




Witoldzie doprawdy to karygodna postawa z twojej strony. Tradycja naszego wspaniałego banku kategorycznie zabrania interesowania się prywatnymi sprawami naszych klientów. Nie, nie ciekawi mnie jak Ci państwo wyglądali ani skąd wzięli kilka skrzyń i worków platyny w przeciągu doby od założenia konta. Prawdziwa profesjonalność wymaga od nas dyskretności i obowiązkowości, Witoldzie. Jak dla mnie mogliby tutaj wjechać na czterech smokach do wtóru magicznych eksplozji a powitałbym ich z tak samo otwarymi ramionami, jak powitałem ich wczoraj. Doprawdy smuci mnie, że zasugerowałeś zgłoszenie sprawy do straży miejskiej. To wszystko co mam do powiedzenia. W ramach rekompensaty spędzisz dzisiejszy dzień pracy polerując platynę klientów, którzy tak cię ciekawili.




Kurna wstawaj! Jak się bosman dowie, że spałeś pod pokładem znowu będziesz pucował w słońcu pokład! Ominęła Cię bitka! Bitka mówię! Podajcie no rum, bom jeszcze nie ochłonął! Nie wierzę, że cały ten harmider Cię nie obudził! Cholera płynie sobie bareczka spokojnie, nasi pasażerowie grzecznie się nie wpieniają w naszą robotę, bosman rżnie w karty z kapitanem, a tu nagle jak o coś nie zahaczymy! Zrywamy się od roboty, ktoś rzucił, że chyba zahaczyliśmy o mieliznę a tu nagle jak nie zaświszczą w powietrzu włócznie i jakieś sznurki uwiązane na kamienie! Myślę sobie, że piraci rzeczni, ale nie widzę nigdzie innych statków na rzece! A tu się okazało, że to z szuwarów jakieś łatajstwo! Te sznury z kamieniami i włócznie raniły paru naszych, ale co najlepsze dwa ugodziły w naszych pasażerów! Tego śmiesznego gnoma i tę niezłą elfkę co ci się podobała. Nie, nie wiem, czy żyje, bo potem poleciały jakieś haki na sznurach i wciągnęły oboje do wody, mimo że ten niziołek w butach próbował to powstrzymać. To pasażerowie nie myśląc wiele, myk, myk, myk do wody! Najpierw poleciał ten wielki łysy ze szramami na mordzie, wiesz ten co opowiadałeś, że nawet niezłe historie o swoim bogu prawi. Coś w tym jego boskim gadaniu chyba jest bo leciał jakby go sam bóg wichrów w dupę dmuchał! Skoczył ze cztery metry jak nic, jeśli nie sześć! Patrzymy, a on tam jakiegoś jaszczura na dwóch nogach leje po mordzie, mówię Ci! Zaraz za nim skoczył ten niziołek, ale jak wpadł do wody to ino głowę było widać to go ten łysy musiał wytargać. Po drugiej stronie też widowisko jak nigdy, chłopie. Ten cały barbarzyńca z Varisii pognał pod pokład i wraca z tym mieczyskiem. Też do wody skoczył, tylko na drugą stronę rzeki. Jakżeśmy to zobaczyli to za głowy my się złapali gdzie on z takim żelastwem do wody się pcha. Oczywiście daleko nie popłynął, ale flachę rumu ma u mnie za odwagę. Po nim skoczył krasnolud, wiesz ten co całe dnie spędza pod pokładem warząc jakieś dziwne napitki. Najpierw myślałem, że jak wpadł pod tę wodę to już go więcej nie zobaczymy, ale nieźle sobie poradził. Na koniec ta druga elfka, wiesz ta czarna. Najpierw obserwowała szuwary, a to jej straszne kocisko tylko biegało do kajuty i z powrotem! Mówię Ci łuk i strzały jej przyniósł, normalnie jakby mowę rozumiał! Przytargał też jakiś dziwny koc czy coś… Nie wiem co to było, pewnie jakieś magiczne sprawy bohaterów, nie dla nas, maluczkich…

Ona to dopiero skoczyła! Nie tak wysoko jak ten wielki łysy, ale i tak znalazła się na drugim brzegu i mierzy w szuwary z łuku. Za nią skoczyło kocisko. I tak wszyscy skończyli w wodzie, poza tym podejrzanym półelfem, co to całe dnie nic się nie odzywał. Barbarzyńcę zniosło, aleśmy go jakoś wyratowali. Okazało się, że te stwory uciekły z gnomem i elfką a ci awanturnicy czym prędzej wyruszają im na ratunek! No chodź na górę, to może jeszcze ich zobaczysz w akcji!

Comments

Tafit

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.