Rise of the Runelords

Sesja #32 - Na terytorium wroga

Sesja 32

Postacie graczy:
- Pan Ô Ramix
- “Rain” Tamarie
- — ?? —
- Euth’Anasia
- Callandor
- Iknomil III

Varrelu!
__
Nie spodziewałam się, że w grupie, którą opuściłeś, jest tyle ciekawych osób. Zupełnie inaczej mi to opisywałeś – tak prosto, bez szczegółów. Fakt faktem brakuje mi tu pewnej dwumetrowej “szafy”. Nieważne. W każdym układzie – kiedy ja, po Twoim wyjściu z karczmy, przysiadłam się do stolika Twoich przyjaciół, wpadł do budynku bardzo… kolorowy jegomość, który od razu poczuł naszą gościnność. Próbował nas zwerbować do SWOJEJ kompanii, która liczyła jedną osobę razem z nim. W pewnym momencie upadł na podłogę, a ja, widząc okazję, trzasnęłam mu w tą piękną buźkę pięścią. Biedny człowiek, biedna ja przy okazji, bo kodeks nakazuje mi bronić słabszych. Będę musiała go przeprosić. Idąc dalej – gdy chcieliśmy się dowiedzieć, czy potrafi walczyć, stwiedził, że tak, ale nie do końca wiedział czym. Efekt był taki, że dużo gadał, a mało robił.
__
Gdy w karczmie wszystko zostało załatwione, rozpoczęliśmy podróż do Fortu Czarnych Strzał. Kiedy przeprawialiśmy się przez rzekę, Euth’ usłyszała ujadanie psów. Zdziwiłam się odrobinkę, ponieważ Płotka nic nie wyczuła.
__
Przez całą drogę nasz nowy kompan mówił tylko o pieniądzach. Zaczynam mieć go dość.
__
Po chwili weszliśmy na polanę, gdzie ujrzeliśmy kota, który uwięziony był w pułapce, natomiast psy były coraz bliżej. Ja i barbarzyńca uwielniliśmy biedne zwierze, kiedy nagle z lasu wyłoniła się wataha PSÓW!! A wraz z nimi pewien… Ork? Śpiewał jakieś piosenki w taki sposób, że doprowadził moje uszy do płaczu. Varrelu, już ty lepiej śpiewasz!
Doszło do starcia, z którego wyszliśmy zwycięsko, ale szkoda mi tego całego śpiewaka z bożej łaski, ponieważ, zanim go barbarzyńca zabił, dało się słyszeć gardłowe “nieee!!”. A może tylko ja to usłyszałam?
__
Kot, o dziwo oswojony, zaczął nas prowadzić przez różne pola i lasy, aż do jakiejś zrujnowanej chaty z dziurawym dachem. W czasie tej podróży stoczyliśmy kilka walk z istotami podobnymi do tamtego orka. Wspominając jeszcze o tej budowli – nie wyobrażam sobie mieszkania tam. Na progu domu już czekała pułapka, w którą biedna Euth’ weszła. Poszła wtedy na zwiad, aby dowiedzieć się czegoś więcej. Cudownie, prawda? Ja bym mogła iść, ale mój rynsztunek się raczej do tego nie nadaje. Dajcie mi inny strój, to można inaczej porozmawiać. W domu nie znaleźliśmy absolutnie nic… Poza wielkim, rozlanym na wszystkie strony potworem posługującym się magią, oraz nieumarłymi. Zastanawiam się, ile jeszcze rzeczy na tym świecie ujrzę. Z walki wyszliśmy CHYBA w jednym kawałku, czego nie można powiedzieć o żywych trupach. Było to jednak połownicze zwycięstwo, ponieważ wyżej wspomniany potwór po prostu się rozpłynął. Podobno było to zaklęcie teleportacji, ale do tej pory nie wiem, kto je rozpoznał. Zamyśliłam się trochę. Może Iknomil, może nasz nowy towarzysz. Nieważne.
__
Nie brzmi to wszystko zbyt optymistycznie. Im więcej takich plugawych bestii po świecie chodzi, tym później zaznamy spokoju.
Inne przygody będę Ci opowiadać w kolejnych listach. Mam nadzieję, że dojdzie do Ciebie ta wiadomość. a też obiecuję, że będę pisała ich więcej.
__
Tamarie

Comments

Atanamir

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.