Quirai

Strażniczka Lasu

Description:

To, co widzi człowiek na pierwszy rzut oka: Quirai jest wysoką, szczupłą elfką o ładnej twarzy i srebrno-białych włosach, które opadają jej na ramiona, natomiast grzywka częściowo zasłania jej czoło. To, co ją wyróżnia od swoich elfich pobratymców widać dopiero po chwili: zjawiskiem niecodziennym jest widzieć osobnika tejże rasy, który ma oczy o rubinowo-czerwonych tęczówkach. Co lepsze: gdy ktoś spojrzy na jej oczy od razu zauważa brak źrenic! Inne elfy od razu widzą, że taki ktoś ma w sobie krew Drowa, a taką właśnie osobą jest Quirai. Jednak w przeciwieństwie do mrocznego elfa czystej krwi – nie oślepia ją światło. Ma na sobie brązowy płaszcz (z kapturem) w szare i zielone cętki ułatwiające maskowanie. Na plecach ma łuk, natomiast przy pasie ma sejmitar, bicz oraz bole. Na szyi ma naszyjnik z drewnianym symbolem bogini Sarenrae. Towarzyszy jej wierny przyjaciel – pełen majestatu orzeł, którego nazwała Elvin. Natomiast co widzi najzwyklejszy wieśniak – cycki. (lol) Darzy szczególną nieufnością ludzi. Nienawidzi orków. Bardzo ciekawią ją natomiast niziołki i gnomy, które widuje bardzo rzadko. Do elfów, krasnoludów i pół-elfów generalnie nic nie ma, jednak ze względu na to, że nie miała nigdy okazji nauczyć się języka wspólnego, czuje się raczej odizolowana od reszty społeczeństwa.

Bio:

Quirai pochodzi ze Szkarłatnego Lasu. Bardzo źle wspomina tamto miejsce. To, co zazwyczaj mówi na temat tego miejsca, brzmi następująco:
“Szkarłatny Las mówisz… Jest to miejsce pełne elfów o najgorszych możliwych cechach. Miejsce, gdzie krew ma odcień rdzy, a oręż widzisz gdziekolwiek się ruszysz. Pełne okrutnych rytuałów odprawianych przez szamanów… Gdzie przelewa się krew niewinnych – starych, dorosłych, młodzieży, nawet dzieci i niemowlaków. Ale dlaczego? Powiem ci! Tylko dlatego, aby zdobyć odrobinę krwi do ich szamańskich obrzędów. Ale kim są te osoby? …To mieszkańcy Lasu, którzy nie chcieli już znosić czegoś takiego oraz ich dzieci. To osoby, które chciały uciec przed tymi okropieństwami. A ja tam mieszkałam… I na to wszystko patrzyłam, nieraz ze łzami w oczach. Każdy zasługuje na to, aby żyć, ale nienawidzę ludzi, którzy chcą pieniędzy od kogoś dlatego, że go uratował przed śmiercią”.

Gdy jeden z Szamanów już miał wybrać kolejne dziecko, aby “pobrać” od niego krew, Quirai dobyła swojego łuku i zabiła oprawcę strzałem w głowę. Cała zlana łzami zaczęła uciekać przez gęstwinę, a Szkarłatne Wojsko zaczęło ją ścigać. Dopadło ją dopiero przy granicy boru. Poza drzewa elfy nie mogły wychodzić.

Została zawleczona przed oblicze “Najwyższego Kapłana” i, ku jej zaskoczeniu, nie chciał jej uśmiercić, a tylko ją wygnał ze swojego “Królestwa”. Trudno to nazwać królestwem, ale cóż… Została odprowadzona na skraj lasu przez straż przyboczną kapłana i wyrzucona wraz z jej łukiem i strzałami. Na ludzką miarę to było wtedy, kiedy była nastolatką.

Próbując przetrwać którąś już z kolei noc, postanowiła wejść do jednej ze skrzętnie ukrytych jaskiń. Pierwszą jej myślą były dwa zdania, które brzmiały mniej więcej tak: “Zaiste cudnie skryta jaskinia. Cóż ta matka natura potrafi zrobić”. Pozbierała trochę drwa i rozpaliła ognisko, przy którym zasnęła. Obudziła się dopiero rano otoczona przez… Mrocznych Elfów! Gdy Quirai się rozejrzała okazało się, że była w zupełnie innej części jaskini. Było ciemno i zimno, lecz jej zmysły umożliwiły widzenie w tym mroku. Wstała z jakiegoś kamiennego łoża i zaczęła szukać swojego łuku, natomiast Drowy uważnie się jej przyglądały z zaciekawieniem. Zaskoczeniem dla niej było, że gdy znalazła swoją broń, obserwatorzy zaczęli ją witać po elficku jak osobę z własnego klanu, jednak wiedziała, że mrok i chłód, którzy dominował w tych podziemiach, wypaczy jej zmysły.

W czasie kilku dni nauczyła się panującego wśród lokalnej “elfności” języka. Przyszedł on jej równie łatwo, jak strzelanie z łuku. Jednak po tym czasie, gdy zaczęła się orientować, że zaczyna się jej podobać w tej norze, zaczęła szukać sposobu, aby utorować sobie drogę na powierzchnię. Wkradła się do stanowiska alchemicznego, ukradła kilka butelek stojących równo w rządku i zaczęła uciekać. Rzucała gdzie popadnie znalezionymi flaszkami, które wybuchały w sposób bliżej niekontrolowany. Efekt był taki, jakiego oczekiwała: jej nowi “przyjaciele” chronili oczy przed działaniem mocnego światła, jednak straż stojąca przy wejściu do jaskini nie dała się zaskoczyć. Quirai musiała walczyć. Strzeliła z łuku do jednego z nich – strzała przeszyła gardło. Do drugiego dopadła i skręciła mu kark. Wybiegła na powierzchnię i padła bez tchu przerażona. Nagle zdała sobie sprawę, że ma krew drowów na rękach. Jedna dziesiąta jej krwi jest tego samego rodzaju… Nie żywi nienawiści do mrocznych, ani normalnych elfów, sprawiło to, że poczuła się winna śmierci dwóch, a możliwe, że nawet więcej jej pobratymców. Zaczęła przepraszać wszystkich bogów na to, co uczyniła, a potem ruszyła dalej.

Kilka lat później, żyjąc w dziczy, natrafiła na pewne gospodarstwo. Podeszła do drzwi i stanęła jak porażona, gdyż dwoje krasnoludów o starczym wieku przywitało ją z otwartymi ramionami. Co dziwne – rozmawiali z nią po elficku. Co dziwniejsze – nie był przygotowywany na nią topór. Sprawili, że Quirai pierwszy raz w życiu poczuła się jak w domu, jednak ten błogi stan nie trwał długo. Gdy wędrowała przez las pod osłoną nocy, ujrzała dwie znajome twarze. Spotkała tych dwóch elfów w Szkarłatnym Lesie. Mówili o niej i o nagrodzie za jej głowę… Zaczęła uciekać. Wbiegła do gospodarstwa dwójki krasnoludów i ukryła się w swoim pokoju, który jej oddano, gdy przybyła jako nieznajoma. Na drugi dzień rano pożegnała się z małżeństwem krasnoludów wiedząc, że nigdy więcej ich nie zobaczy. Zabroniła im o niej komukolwiek wspominać i odeszła… Jak najdalej, aby nie zagrozić im już nigdy więcej. W drodze przed siebie uświadomiła sobie, że może posługiwać się w ograniczonym stopniu językiem krasnoludzkim (łamanym).

Przez resztę lat żyła tylko z tego, co sama upoluje. Wiele razy modlitwa do Sarenrae pomogła jej, aby nie oszaleć z samotności. W ciągu tego czasu nauczyła się rozróżniać rośliny jadalne od niejadanych. W zimie zazwyczaj zakradała się do ludzkich miast i kradła jedzenie oraz pieniądze tylko po to, aby przetrwać. “Podły los” – pomyślała.

Pewnego dnia, gdy przemierzała las, napotkała leżącego na ziemi orła ze złamanym skrzydłem. Bezzwłocznie zaczęła go leczyć wszystkimi dostępnymi jej środkami. Stworzyła nawet szałas z jego powodu z miejscem na ognisko na środku. Gdy jednak zwierze wyzdrowiało, odfrunęło tak nagle, jak się pojawiło. Stało się to nad ranem, więc Quirai nie widziała, co się z nim stało. Zaczęła go szukać na niebie, w gąszczu czy coś mu się nie stało. Po kilku dniach, gdy zrezygnowała z poszukiwań, nagle, ku wielkiej radości elfki, znajomy orzeł wylądował jej na barku. Nazwała go Elvin. Od tamtego momentu są nierozłączni i pracują jak doskonale zgrana drużyna.

Quirai

Rise of the Runelords Deiv