Rise of the Runelords

Sesja #28 - Statki, węże, sekretarki.

Sesja 28

Postacie Graczy:
- — ?? —
- Euth’Anasia
- Jeremiasz Bubba
- Lauxema
- Pan Ô Ramix
- Varrel

Asystuję panu burmistrzowi już 5 lat i jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie… Biedaczek, zagłodzi się, odkąd tylko usłyszał od tych podejrzanych osobników plotki o zamachu na swoje życie… Przecież pięć posiłków dziennie to stanowczo za mało, ponadto nie może patrzeć na krwiste steki, które dotąd tak uwielbiał! Obujrzające! Wierz mi moja droga, ci cali “bohaterowie z Sandpoint” to tak naprawdę banda nastających na pieniądze burmistrza oszołomów! Logan, jeden ze strażników powiedział mi, że zasłaniając się pozwoleniem burmistrza najzwyczaniej w świecie włamali się do domu sędziego! Ale to nic w porównaniu z tym, co zrobili potem…

Siedzę ja sobie spokojnie za biureczkiem w ratuszu, pan burmistrz zajmuje się za drzwiami sprawami kluczowymi dla miasta a jakże! Słyszę nawet brzdęk sztućców co napełnia mnie nadzieją na jego powrót do zdrowia, a tu nagle jak nie wpadnie, ten strażnik, co go przenieśli tutaj tydzień temu, wiesz ten z tym mrocznym spojrzeniem, hi hi hi…

- Burmistrz jest wzywany przed ratusz… – powiedział blady jak ściana. – To chyba bardzo, bardzo ważne.

Oczywiście powiedziałam mu, że burmistrz załatwia ważne sprawy, ale nie chciał słuchać i wparował do środka. Nasz biedny burmistrz cały czerwony na twarzy wręcz wybiegł za nim! Martwiąc się o niego podążyłam czem prędzej za nimi. To doprawdy straszne! Wyobraź sobie, że ci oberwańcy śmieli pod ratusz przywieźć na wozie truchło jakiegoś… wielkiego stwora… Jakby Ci to opisać… Wyobraź sobie długie na kilka metrów ciało węża… z babą u góry. Mniej więcej coś takiego.
Stali wszyscy zadowoleni z siebie, jakiś brudny dzikus w skórach obładowany wielkimi broniami, drugi mu podobny wielkości szafy, tylko nieuzbrojony, za to ubrany chyba w worek po ziemniakach. Żebyś widziała szramy na jego twarzy! Pewnie wdawał się w burdy po karczmach, nie ma wątpliwości. Był jakiś podrzędny krasnolud, obwieszony butelkami, pewnikiem pijak! Alkoholik jak oni wszyscy… Obok stał zakapturzony półelf cały ubrany na czarno. Skąd zatem wiem, że półelf? No wiesz, te idiotyczne uszyska bardzo dobrze przebijały przez kaptur, zupełnie jakby miał na głowie rogi. Wierz mi moja droga, to sami rabusie i mordercy, na pewno słyszałaś o ostatniej pladze morderstw w naszym piękym mieście, oooch nikt nie może czuć się bezpieczny! Podobno właśnie półelfy są ich sprawcami! Czekaj czekaj, nie tylko oni, była też z nimi pełnokrwista elfka! Żebyś to widziała! Ubrana jak chłop, włosy potargane, grzywka na czole nieudolnie zrobiona, biust maleńki! Jedyne co miała ładne, to buty całkiem przednie zrobione i nawet czyste. Sama bym sobie takie sprawiła na polowania z burmistrzem! No ale to nic, burmistrz tak się przejął tym widokiem, że zawołał ich do swego gabinetu. Z tego co żem podsłuchała nawciskali mu ciemnoty, że rozwiązali sprawę zamachu na jego życie, ale prawdopodobnie to jeszcze nie koniec… Wyobrażasz sobie? Mało im dalej pieniędzy i zaszczytów! Oooch doprawdy koniec świata w tym Magnimar moja droga…




A wczoraj to słuchaj nie uwierzysz! Robię ja sobie normalne zlecenia, wiesz tu śpiewający sztylecik dla jakiegoś barda, tam wieczne pochodnie dla górników, gogle magiczne dla jakiegoś niziołka, swoją drogą ciekawa sprawa, chyba pierwszy raz widziałem niziołka w butach. Normalna robota zaklinacza. Ty, a potem przyszła elfka i mi mówi, że potrzebuje jakiegoś przedmiotu zwiększającego potencjał magiczny, bo czarów nie może rzucać. Elfka. Nieumiejąca. Magii. No wiem! Kurde polejże jeszcze bo dalej mi się micha trzęsie ze śmiechu jak to sobie przypomnę!




Witoldzie doprawdy to karygodna postawa z twojej strony. Tradycja naszego wspaniałego banku kategorycznie zabrania interesowania się prywatnymi sprawami naszych klientów. Nie, nie ciekawi mnie jak Ci państwo wyglądali ani skąd wzięli kilka skrzyń i worków platyny w przeciągu doby od założenia konta. Prawdziwa profesjonalność wymaga od nas dyskretności i obowiązkowości, Witoldzie. Jak dla mnie mogliby tutaj wjechać na czterech smokach do wtóru magicznych eksplozji a powitałbym ich z tak samo otwarymi ramionami, jak powitałem ich wczoraj. Doprawdy smuci mnie, że zasugerowałeś zgłoszenie sprawy do straży miejskiej. To wszystko co mam do powiedzenia. W ramach rekompensaty spędzisz dzisiejszy dzień pracy polerując platynę klientów, którzy tak cię ciekawili.




Kurna wstawaj! Jak się bosman dowie, że spałeś pod pokładem znowu będziesz pucował w słońcu pokład! Ominęła Cię bitka! Bitka mówię! Podajcie no rum, bom jeszcze nie ochłonął! Nie wierzę, że cały ten harmider Cię nie obudził! Cholera płynie sobie bareczka spokojnie, nasi pasażerowie grzecznie się nie wpieniają w naszą robotę, bosman rżnie w karty z kapitanem, a tu nagle jak o coś nie zahaczymy! Zrywamy się od roboty, ktoś rzucił, że chyba zahaczyliśmy o mieliznę a tu nagle jak nie zaświszczą w powietrzu włócznie i jakieś sznurki uwiązane na kamienie! Myślę sobie, że piraci rzeczni, ale nie widzę nigdzie innych statków na rzece! A tu się okazało, że to z szuwarów jakieś łatajstwo! Te sznury z kamieniami i włócznie raniły paru naszych, ale co najlepsze dwa ugodziły w naszych pasażerów! Tego śmiesznego gnoma i tę niezłą elfkę co ci się podobała. Nie, nie wiem, czy żyje, bo potem poleciały jakieś haki na sznurach i wciągnęły oboje do wody, mimo że ten niziołek w butach próbował to powstrzymać. To pasażerowie nie myśląc wiele, myk, myk, myk do wody! Najpierw poleciał ten wielki łysy ze szramami na mordzie, wiesz ten co opowiadałeś, że nawet niezłe historie o swoim bogu prawi. Coś w tym jego boskim gadaniu chyba jest bo leciał jakby go sam bóg wichrów w dupę dmuchał! Skoczył ze cztery metry jak nic, jeśli nie sześć! Patrzymy, a on tam jakiegoś jaszczura na dwóch nogach leje po mordzie, mówię Ci! Zaraz za nim skoczył ten niziołek, ale jak wpadł do wody to ino głowę było widać to go ten łysy musiał wytargać. Po drugiej stronie też widowisko jak nigdy, chłopie. Ten cały barbarzyńca z Varisii pognał pod pokład i wraca z tym mieczyskiem. Też do wody skoczył, tylko na drugą stronę rzeki. Jakżeśmy to zobaczyli to za głowy my się złapali gdzie on z takim żelastwem do wody się pcha. Oczywiście daleko nie popłynął, ale flachę rumu ma u mnie za odwagę. Po nim skoczył krasnolud, wiesz ten co całe dnie spędza pod pokładem warząc jakieś dziwne napitki. Najpierw myślałem, że jak wpadł pod tę wodę to już go więcej nie zobaczymy, ale nieźle sobie poradził. Na koniec ta druga elfka, wiesz ta czarna. Najpierw obserwowała szuwary, a to jej straszne kocisko tylko biegało do kajuty i z powrotem! Mówię Ci łuk i strzały jej przyniósł, normalnie jakby mowę rozumiał! Przytargał też jakiś dziwny koc czy coś… Nie wiem co to było, pewnie jakieś magiczne sprawy bohaterów, nie dla nas, maluczkich…

Ona to dopiero skoczyła! Nie tak wysoko jak ten wielki łysy, ale i tak znalazła się na drugim brzegu i mierzy w szuwary z łuku. Za nią skoczyło kocisko. I tak wszyscy skończyli w wodzie, poza tym podejrzanym półelfem, co to całe dnie nic się nie odzywał. Barbarzyńcę zniosło, aleśmy go jakoś wyratowali. Okazało się, że te stwory uciekły z gnomem i elfką a ci awanturnicy czym prędzej wyruszają im na ratunek! No chodź na górę, to może jeszcze ich zobaczysz w akcji!

View
Sesja #27 - Lamia na szczycie Wieży

Sesja 27

Postacie Graczy:
- — ?? —
- Euth’Anasia
- Lauxema
- Pan Ô Ramix
- Varrel

Oto stoją, stłoczeni wokół truchła bestii w ciasnym korytarzy. Szczerze mówiąc, patrząc na unoszące się i opadające pod sufitem fragmenty broni gorączkowo próbujące ukatrupić otoczonego demona myślałam, że szybciej się z tym uporają. Tyle było darcia tego ozdobionego zębami pyska, przekleństw w języku z najdalszych otchłani piekieł, machania ognistym mieczem, tylko po to, aby Lauxema niby to od niechcenia podciął poczwarze zakończone kopytami nogi i przewrócił ją na zimny kamień podłogi. Mogłam tylko zacząć zbierać strzały. Niewiele ocalało. Melkor lizał łapę. Orik patrzył z konsternacją na całe zajście też lekko zdziwiony obrotem sprawy.
Kiedy demon padł moi (wciąż z trudem przechodzi mi to przez gardło) kompani zgromadzili się w pełnej krwi sali i zaczęli dzielić łupy. Złota i klejnotów było sporo, niemal wszystkim zaczęły się świecić oczy. Varrelowi prawie z orbit wyszły kiedy zaczął przeliczać, poczciwy Lauxema tymczasem równie dobrze mógłby znaleźć kłębek włóczki i podejrzewam, że jego wyraz twarzy niespecjalnie by się zmienił.

Podziękowaliśmy sobie nawzajem z Orikiem za dobrze wykonaną robotę. Były najemnik orzekł, że wyrusza powiadomić przełożonych o tym co znaleźliśmy. Za moją drobną sugestią obdarowaliśmy kapłana skrzynką kosztowności a sami wróciliśmy do gospody.
Kiedy obmyłam się z brudu walki i spłukałam z siebie troski dnia codziennego ujrzałam zabawną scenę. Łóżko wybrzuszone przez kupę złotych skrzyń, które tak zwani bohaterowie próbowali schować. Dosyć szybko stwierdzili, że trzeba iść po rozum do głowy i wstąpić do krasnoludzkiego banku, gdzie będzie można bezpiecznie złożyć nasze pieniądze. Obchodziło mnie to tyle co zeszłoroczny śnieg, tak długo jak mam za co kupić udziec wołowy, piwo i kołczan strzał niewiele mi trzeba. No, może czasami z uśmiechem wracam myślami do mojej sukienki wieczorowej i bucików ukrytych w mym pokoju, ale to tylko drobna fanaberia. Dobry łowca musi potrafić wtopić się w każde otoczenie, więc tego rodzaju… kamuflaż nie zawadzi.

Dla mnie samej idea banku wydaje się dość obca i podejrzana, ale to nic w porównaniu z biednym Lauxemą, któremu Oramix starał się wyjaśnić, że oddawanie swoich pieniędzy obcym krasnoludom na przechowanie jest wspaniałym pomysłem. No cóż, są mądrzejsi ode mnie, mnie moja część podziału tylko by spowalniała, niech sobie poleży gdzieś tam w skarbcu za cuchnącymi krasnoludami.
Niestety, już kiedyś doświadczyłam tego, że jak polowanie poszło dobrze to się w dupie przewraca i rzuca się z motyką na słońce. Tak też postanowili moi kompani a ja głupia nie protestowałam. Uznali, że należy wrócić do starej wieży, skąd przedtem spylali jak wystraszone króliki bo wydawało im się, że widzieli demona. Potem Bubbę i Lauxemę zaatakowało tam jakieś paskudztwo i spylali dwa razy szybciej niż przedtem. Miałam nadzieję, że w razie czego wszyscy znajdziemy siły, aby spylać stamtąd trzy razy szybciej, gdyby coś poszło nie tak. Wykazali przynajmniej na tyle rozumu, aby poprosić o pomoc Orika.

Ciężko zakradać się ostrożnie po skrzypiących schodach, więc większość z nas porzuciła wszelkie próby ukrycia się Kiedy dotarliśmy już niemal na szczyt wieży i naszym oczom ukazała się tajemnicza karta zapisana znakami, na imć Barbarzyńcę z mroku wyskoczyła jakaś paskuda o twarzy zakrytej maską. Widząc jej zielone kobiece ciało kończace się w pasie ogromnym łuskowatym ogonem węża, rychło skojarzyłam stare opowieści o plemieniu Lamii, potwornych wynaturzeń o mrocznym usposobieniu. Ciężka to była walka, tym razem Lauxema niezbyt mógł podciąć nogi czemuś, co tych nóg nie posiadało, więc walka przybrała bardziej naturalny przebieg, niż odkąd mnich nauczył się, że bitwy stają się dużo prostsze i mniej bolesne kiedy przeciwnicy próbują podnieść się z podłogi zamiast odpowiedzieć na atak. Z tego też powodu nie obyło się bez ran, niektórych głębokich, zadanych paskudnie wyglądającą włócznią Lamii… O ile jednak widok zakrwawionego i nieprzytomnego Varrela, Lauxemy czy też Barbarzyńcy przestał już być dla mnie czymś wyjątkowym, to kiedy ta wijąca się nierządnica zraniła biednego Melkora aż zaskomlał i zwinął się na podłodze, to aż mi żyły na karku napięło. Lamia zakończyła żywot z moją strzałą w sercu. Melkorowi na szczęście nic się nie stało, magia lecząca Orika zdziałała cuda. Będę jednak musiała mocniej przyłożyć się do jego trenowania, aby taka sytuacja się już nie powtórzyła… Na pamiątkę tego spotkania za zgodą drużyny wybrałam sobie kukri stwora oraz tajemniczą maskę, która zdawała się przemieniać w kamień przeciwników… Interesujące, być może przyda się w nadchodzących, niepewnych czasach.

View
Sesja #26 - Krwawy Markiz

Sesja 26

Postacie Graczy:
- — ?? —
- Euth’Anasia
- Jeremiasz Bubba
- Lauxema
- Pan Ô Ramix
- Varrel

Bohaterowie podejmują kolejną próbę schwytania mordercy, którego ofiarami są kapłani Sarenrae. Tym razem wyznaczając Varrela jako przynętę, tworzą ścisły kordon wokół miejsca zasadzki, czujnie obserwując pół-elfa i czekając na ruch mordercy. Po niedługim czasie jakaś zakapturzona postać wybiega z ciemnego zaułka i próbuje rzucić się na Varrela, jednakże nieskutecznie. Szybka interwencja Drużyny najwyraźniej odbiera mordercy pewność siebie, ponieważ ten zaczyna uciekać. Na pomoc uciekającej postaci rzuca się skrzydlata kamienna bestia, porywając ją i niosąc w głąb Podmościa. Na szczęście Melkor jest w stanie nadążyć za uciekinierami.

Kot doprowadza ścigających do zrujnowanej świątyni, gdzie na starym cmentarzu skrzydlata bestia z kamienia stara się powstrzymać Drużynę przed dalszym pościgiem. Po sprawnym otoczeniu stwora, walka toczy się już jednostronnie. Barbarzyńca dokańcza dzieła odrąbując bestii łeb.

Odnalezienie ukrytego wejścia do katakumb pod zrujnowaną świątynią nie nastręcza Bohaterom kłopotów. W środku okazuje się, że ktoś używa tego miejsca do swych celów i jest przygotowany na nieproszonych gości – takich jak Drużyna. Z ciemności napadają ich nieumarli, z którymi jednak rozprawiają się momentalnie. W tym momencie do przeszukujących katakumby dołącza Lauxema wraz z Jeremiaszem, wysłanym by przyprowadzić mnicha na pomoc, co nie obyło się bez nadmiernej gestykulacji i odrobiny przymusu.

W kaplicy znajdującej się w katakumbach Drużyna napotyka pół-elfkę, morderczynię która wydaje się być odpowiedzialna za śmierć kapłanów. Na potwierdzenie tego na ołtarzu leżą ludzkie serca, jedyne co zostało zabrane ofiarom. Cała kaplica upstrzona jest malunkami z krwi i trupami ptaków. Najbardziej rzuca się w oczy malunek nad ołtarzem, przedstawiający ptasie pióro leżące w kałuży krwi. Po szybkim starciu z pół-elfką, Drużyna uwalnia z bocznej nawy młodą kapłankę Sarenrae, przedstawiającą się jako Lex Avai. Wypytują ją o szczegóły i starają się potwierdzić jej intencje, jednak młoda kobieta wydaje się być dość zdezorientowana. Jednak wszystko okazuje się tylko grą – kobieta przemienia się w płomiennowłosego uskrzydlonego demona i wywiązuje się długa i krwawa batalia. Na szczęście dla kapłanów Sarenrae jak i samych walczących – demona udaje się pokonać. Orik wydaje się być przejęty faktem iż wszystko wskazuje na to, że świątynia poświęcona niegdyś była Sarenrae, a teraz osiedlił się w niej demon służący Shax. Jest dozgonnie wdzięczny Drużynie za pomoc.




Varrel, przybierając imię Varik oraz ubierając się w szaty wędrownego rybałta (niezbyt krzykliwe, ciepłe szaty zapewniające ochronę przed deszczem i wiatrem), rozgłaszał i rozsławiał opowieści o sobie i swojej grupie przyjaciół. Opowiadał tego wieczoru różne historie w jednej z większych karczm dla przyjezdnych.

- Tak! Oto i ja! Wasz minstrel Varik! – ukłonił się nisko do swojej publiczności stojąc przy kominku – Przybyłem do was głównie dlatego, ponieważ chciałem wam opowiedzieć o historii, której sam byłem świadkiem!

Wtem wszystkie hałasy i krzyki w karczmie ustały. Można było wyczuć atmosferę skupienia. Varrel, znaczy Varik, podjął temat.

- Przyjaciele! Zdarzenia te miały miejsce w naszym ukochanym mieście Magnimar!

Rozległy się szepty po sali, ale gdy ucichły, opowieść się zaczęła.

- Bohaterscy Bohaterowie: nadzwyczaj barbarzyńca, wielki jak szafa mnich, dzielny mag, elfia łowczyni z okiem sokoła oraz jej koci przyjaciel, zwinny pół-elf łotrzyk mówiący mową wielu ras i kreatur, mądry alchemik i ich przywódca – wspaniały niziołek o niezwykłej zręczności, zastawili pułapkę na zabójcę kapłanów Sarenrae. No i morderca zaatakował. Nic by w tym nie było dziwnego, gdyby nie to, że otoczony skrytobójca został przechwycony przez DEMONA!

Po sali przeszedł odgłos, który świadczył o zaskoczeniu widzów.

- Tak moi drodzy, demon. Trzy metry wzrostu, paskudna głowa, z której wyrastały rogi większe i ostrzejsze jak u byka, zęby jak sztylety, ogon niczym maczuga z kolcami, pazury jak noże rzeźnickie, skrzydła jak u smoka, a całość wieńczyła aura, którą wokół siebie emanował. Ale przejdźmy dalej. Dzielny koci przyjaciel elfiej łowczyni doprowadził Bohaterskich Bohaterów do kryjówki ściganych. Była nią świątynia, zrujnowana teraz zresztą. Demon już ich oczekiwał. Zaatakował nieostrożnych poszukiwaczy przygód, ale wspólnymi siłami udało się pokonać wysłannika piekieł!

Dało się słyszeć pojedyncze oklaski. Tu ktoś wchodził, tu ktoś wychodził. Varrelowi zamajaczyła na tyłach karczmy znajoma sylwetka, ale postanowił się przyjrzeć później.

- Podajcie mi proszę kilka kartek, kałamarz i pióro.

Karczmarz przyniósł te rzeczy, łotrzyk przebrany za rybałta zaczął na nich rysować plan ruin świątyni oraz podziemia. Wbił je dwoma kołkami nad kominkiem tak, aby wszyscy je widzieli i mówił dalej.

- Tu – wskazał na cmentarz na planie świątyni – toczyła się bitwa. Gdy przeszukiwali teren, spostrzegawczość łotrzyka pozwoliła mu ujrzeć ukryte wejście do podziemi! - Ten łotrzyk, o którym tak mówisz – ktoś ze środka sali się odezwał – musiał mieć równie wspaniałe oko jak elfka, o której wspominałeś wcześniej. - Oczywiście – Varrel się uśmiechnął – nawet wspanialsze. Bohaterscy Bohaterowie zeszli do podziemi, gdzie czekała na nich już cała armia ruszających się szkieletów, ale dla nich nie ma nic niemożliwego! Przeszkoda została pokonana! Bohaterowie weszli następnie do pomieszczenia – wskazał ręką na plan podziemi – , gdzie czekała już na nich oszalała zabójczyni, jednak mnich zakończył sprawę jednym uderzeniem. Zmiażdżył swoją pięścią twarz morderczyni.

Niektórzy aż się zatrzęśli z odpowiednim do tego odgłosem na dźwięk słów “zmiażdżona twarz”.

- Była tam też druga kobieta! Gdy ją jednak wyprowadzali z podziemi, przemieniła się w kolejnego demona, ale tym razem o ciele kobiety. Nie wyglądała tak groźnie jak jej pobratymiec, którego bohaterowie zabili wcześniej, ale była znacznie bardziej niebezpieczna. Kobiety zawsze są nieprzewidywalne, prawda?

Rozległ się śmiech po sali, ale ludzie dalej słuchali z uwagą.

- Wspólnymi siłami udało się ją pokonać, ale nie obyło się bez drobnych ran i siniaków. Bo któż zdoła pokonać Bohaterskich Bohaterów! – Varrel, znaczy Varik, podniósł swój kufel z piwem – Wypijmy za nich, niechaj żyją jak najdłużej i niech im szczęście sprzyja w walce ze złem, które się czai w Magnimar!

Wszyscy jednocześnie wznieśli swoje napitki i zaczęła się zabawa. Gdy Varrel schodził z podestu, na którym stał, wreszcie poznał przybysza, którego dostrzegł wcześnij. Był to O’Ramix we własnej osobie, przysłuchujący się opowieści, trochę podkoloryzowanej, ale na tym właśnie polega praca rybałta. Zabawa trwała całą noc aż do bladego świtu.

View
Sesja #25 - Z Wizytą u Burmistrza

Sesja 25

Postacie Graczy:

- — ?? —
- Euth’Anasia
- Iknomil III
- Jeremiasz Bubba
- Lauxema
- Pan Ô Ramix
- Varrel

Sesja 25: Z wizytą u burmistrza

Varrel wraz z Orikiem stoją przy Wieży Cienia i rozmawiają.

- Widzisz Oriku – zaczął Varrel – Tu znalazłem ten diament, o którym ci wspominałem. Tu też pokonaliśmy te zmiennokształtne pokraki.
- Widzę, że Wasze czyny odcisnęły piętno na tej budowli – stwierdził Orik, gdy spojrzał przez drzwi do środka.
- No tak. O tym też już opowiadałem. Wyszedłem na górę przed Lauxemą i szefem, i zachomikowałem diament dla siebie. Nasz mnich niestety ma lęk wysokości, więc z pomieszczenia, gdzie znalazłem ten cenny skarb (, który zresztą sprzedałem), poszedłem wraz z Bubbą dalej. Weszliśmy do jakiejś kaplicy, a tam, zaraz za posągiem, czaił się… DEMON!!
- Demon?! – Orik zbladł.
- Tak… Demon… Chciałem z nim porozmawiać, ale szef zaczął uciekać. Nie chciałem, aby czasem spadł czy coś, więc poszedłem za nim. Lauxema, gdy się dowiedział, że tam jest… sam-wiesz-co, zaraz zapragnął tam iść. Aj, ten Lauxema.

Wtem, jakby na zawołanie, zjawił się mnich!

- Varrel! Nikt nie ma czasu, aby ze mną porozmawiać, a od szefa się dowiedziałem, że tu będziesz. Chyba wiem, dlaczego ten zegar nie działa! – powiedział podekscytowany.
- Wspaniale! Podzielisz się ze mną tą wiedzą?
- Ten zegar jest zepsuty! – słychać było jeszcze większą ekscytacje.
- Gratuluję! Jeszcze będzie z ciebie inżynier! – słowa Varrela wręcz ociekały sarkazmem – A teraz wracaj do karczmy czy tam gdzieś, to niebezpieczna dzielnica.

No i pobiegł w stronę karczmy. Wznawiając opowieść…

- Gdy wszyscy przestali grać w karty, udaliśmy się na zasadzkę. Efekt znasz… Upity szef robił za dużo hałasu, mnich nie przypominał wcale kapłana, a reszta się rozproszyła po okolicy. Nikt się nie zjawił. W tym czasie został zamordowany inny kapłan, któremu wycięto serce. To chyba wiesz.
- Oczywiście. Kontynuuj.
- Wróciliśmy do karczmy i przespaliśmy się, bo mieliśmy za sobą ciężką noc. Wstaliśmy jakoś po południu. Wszyscy poszli pozałatwiać swoje sprawy. Bardzo mnie ciekawi, gdzie poszli szef i Lauxema, że mnich ledwo żywy był. Dziękuję, że go uleczyłeś.
- No cóż.. Zawdzięczam mu życie. Przynajmniej tyle mogłem zrobić.
- W każdy układzie, ja zająłem się tłumaczenie pamiętnika, który mi dał nasz szef. Był on złożony z pojedynczych sylab, napisanych w czterech językach, które, po przetłumaczeniu na wspólny, dawały normalne, możliwe do wymówienia słowa. Generalnie to były następujące języki: smoczy, piekielny, elficki i otchłani. W czasie, kiedy się tym zajmowałem, reszta grupy, oprócz Pana O’Ramixa, który prowadził swoje eksperymenty w dużej kwaterze, poszła do burmistrza z jakąś sprawą, wolę nie wiedzieć jaką. Po ośmiu godzinach żmudnej pracy przedstawiłem swoje wyniki szefowi. Przetłumaczyłem najważniejsze części, pozostały mi tylko drobiazgi. Następnie udaliśmy się do burmistrza z moimi wynikami. Przedstawiłem je. Obciążały one Ironbriar’a. Burmistrz wziął pamiętnik oraz tłumaczenie, a my udaliśmy się wtedy na miejsce kolejnej zasadzki.
- Hm, całkiem ciekawie. Co z tego wynikło?
- A to powiem Ci kiedyś, póki co musi wystarczyć. Póki co pędzę na kolację bo mi kiszki marsza grają. Chodź do karczmy, napijemy się czegoś.

I poszli, ale złowieszczy cień wieży oraz atmosfera podmościa sprawiła, że szli w milczeniu do czasu, aż wyszli do cywylizowanej dzielnicy.

View
Sesja #24 - Zyski i Straty

Sesja 24

Postacie Graczy:
- — ?? —
- Iknomil III
- Jeremiasz Bubba
- Lauxema
- Varrel
- Pan Ô Ramix

Gdy otworzyłem oczy, od razu przywitał mnie rozrywający ból w klatce piersiowej. Generalnie wciąż leżałem w tym miejscu, gdzie straciłem przytomność podczas walki, jedynie z tą różnicą, że dobiegła ona końca, ja byłem opatrzony w jakiś dziwny sposób (ale nie będę się wtrącał w czyjeś techniki pierwszej pomocy), a ten elf, z którym walczyliśmy, leżał w kącie pilnowany przez Euth’Anasie.

Przeszukaliśmy tartak. Nie znaleźliśmy nic ciekawego poza kilkoma drobiazgami, które zabrał nasz szef – Jeremiasz Bubba – ale zauważyliśmy na gnijącym sianie ślady po cielsku śpiącego olbrzyma. Ja, wciąż widząc w tym winę konia, nie przejąłem się za bardzo. Zabraliśmy elfa na wóz, który ciągnął Lauxema.

Gdy stanęliśmy przed “Akwarium” doszliśmy do wniosku, że trzeba naszego wroga w coś przebrać, ponieważ był on osobą publiczną, a w worku na głowie normalny człowiek raczej nie wchodzi do baru. Używając moich umiejętności, a także kilku rzeczy, które mieliśmy pod ręką, zrobliśmy z niego naszego “kolegę, który za dużo wypił” (KKZDW™). Przeszliśmy przez główną salę karczmy bez problemu, więc udaliśmy się do naszej kwatery.

Gdy kulturalnie przesłuchiwaliśmy elfa, którego zwą Sędzią Ironbriar’em, napadło na nas bodajże dwunastu najemników, nie nosili herbu Magnimar, więc nie mogli być strażą miasta. Chcieli zabrać tego przebrzydłego, fałszywego sędziego. Chciałem ich wszystkich pozabijać, ale biorąc pod uwagę mój stan zdrowia, to sądzę, że był to bardzo zły pomysł. Schowałem broń. Nasz szef chyba nie mógł się z tym pogodzić i kopnął jednego z żołnierzy, dowódcę – jak sądzę, za co odpłacono mu cięciem miecza. Lauxema wziął sprawy w swoje ręce, kopnął pana Bubbę i oddał po dobroci naszego więźnia. Nic się od niego nie dowiedzieliśmy. Po tym wydarzeniu stwierdziliśmy, że “Akwarium” nie jest już bezpiecznym miejscem i postanowiliśmy szukać innej karczmy.

Jaki ja byłem szczęśliwy, że znaleźliśmy normalną karczmę! Wynajęliśmy trzy kwatery – dwie jednooosobowe i jedną pięcioosobową. Gdyby rano Pan Ô Ramix ważył swoje dziwne eliksiry i by mu coś wybuchło, to będę poza zasięgiem odłamków szkła. W planach miałem zastawienie pułapek w domu Alderna, ale od szefa otrzymałem dwie książki, w tym jedną zaszyfrowaną w czterech językach. Ciekawy szyfr. Szkoda, że nie ma więcej osób, które znają tyle języków, co ja. Muszę się zapytać Pana Bubby, czy w okolicy nie ma kogoś, komu trzeba coś przetłumaczyć i jest możliwość zarobku.

Linki-potykacze zastawione… Czekamy w domu Alderna…

Tik… Tak… Tik… Tak… Tik… Tak… Trzask!

Prawie Bohaterscy Bohaterowie już przysypiali, kiedy przez frontowe drzwi przeszedł olbrzym. Potknął się o pułapkę, ale nie upadł. Zakończyliśmy jego żywot kilkoma ciosami naszych broni, ale po tym starciu Lauxema nie wyglądał najlepiej. Aż dziw, że po takim ciosie nie oderwało mu ręki lub nogi, ale niech chwała Calistrii będzie za to. Najbardziej mnie zastanawia to, dlaczego z ran olbrzyma nie płynął żaden płyn, a także jego wzrost. Obok niego można postawić Barbarzyńcę oraz Lauxeme na barkach tego pierwszego, a jeszcze kogoś by brakowało.

Odnaleźliśmy ślady, które prowadziły na tereny Podmościa, do wieży zwanej Zegarem Cienia. Była ogromna! I wyglądała tak, jakby się zaraz miała zawalić. Wzdłuż ścian na górę biegły schody, więc ja, Iknomil oraz szef postanowiliśmy tam wejść. Niestety, schody te nie wytrzymywały za dużego ciężaru w małej odległości, więc się niszczyły. Bubba zdecydował, że pójdzie sam, a nam kazał zejść na dół – tak też uczyniliśmy. Gdy tak staliśmy na dole usłyszałem dzwon, który dziko się odbija o ściany wieży i leci prosto na nas. Wybiegliśmy na zewnątrz i idąc w ślady Lauxemy – zacząłem podtrzymywać wieżę. Nagle usłyszeliśmy, jak ktoś krzyczy wewnątrz wieży. Gdy tam wbiegliśmy okazało się, że to Jeremiasz ucieka przed naszymi znajomymi z domu Alderna – zmiennokształtnymi. Wywiązała się walka, którą zwyciężyliśmy.

Zwyciężyliśmy… Ale gdzie są moje diamenty?!

~Varrel

Nie jestem najlepszym kronikarzem, ale to powinno wystarczyć. Nie mogę się doczekać, aż to pokażę naszemu barbarzyńcy! Będzie zachwycony! Ale… Gdzie są moje diamenty…?

View
Sesja #23 - Kultyści

Sesja 23

Postacie Graczy:
- Euth’Anasia
- Iknomil III
- Jeremiasz Bubba
- Lauxema
- Varrel
- Pan Ô Ramix

Bohaterowie postanawiają wyczekać dwa dni do momentu, w którym Aldern regularnie przybywał do Tartaku Siedmiu. Pan Bubba postanawia skorzystać z usług magów w Warsztacie Golemicznym, gdzie spotyka młodego, krasnoludzkiego ucznia – Pana Ô Ramix’a. Okazuje się, iż ów adept także ma interes w zbadaniu Tartaku.

Pod osłoną nocy, Bohaterowie dostają się na dach budynku Tartaku, skąd przedostają się do środka. Szybko jednak okazuje się, że znaleźli się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie – trafiają na grupę kultystów oraz ich lidera, Czyniących Swe Złowrogie Czyny™ (CSZC™). Jednakże Bohaterskość Bohaterskich Bohaterów™ okazuje się być silniejsza niż Złowrogie Czyny, co pozwala Drużynie przezwyciężyć przeciwności. Zaskakujący wydaje się być fakt, iż liderem kultystów okazuje się być Sędzia Ironbriar, elf piastujący jedno z najwyższych urzędów w Magnimar…

View
Sesja #22 - Przybycie do Magnimar

Sesja 22

Postacie Graczy:
- — ?? —
- Euth’Anasia
- Jeremiasz Bubba
- Lauxema
- Varrel

List zaadresowany do Alderna, nadany przez niejaką Xaneshę, naprowadza Drużynę na tropy kolejnych morderstw, tym razem mających miejsce w Magnimar. Bohaterowie za poleceniem Szeryfa Hemlocka wyruszają do wielkiego miasta, mając nadzieję na odkrycie źródła kłopotów.

Drużyna próbuje się zadomowić w mieście i przygotować do śledztwa. Szybko okazuje się, iż faktycznie od jakiegoś czasu giną tu ludzie – głównie kupcy, szlachcice, bankierzy. Awanturnicy korzystają z dobrodziejstw Magnimar, uzupełniając zapasy i wyposażenie, a następnie wyruszają pod adres, pod którym rzekomo znajduje się domostwo Alderna Foxglove.

- Widzisz, Lauxemo, z dużymi ludzkimi miastami jest jak z kopcami mrówek. Niby wszystko funkcjonuje –

Rzekł pewnym siebie tonem Bubba.

- masz przedsiębiorców, handlarzy, producentów, straż miejską i dzieci na skwerach. Ale wystarczy że wsadzisz kij w to mrowisko – i wtedy zaczynają się problemy. Straż miejska gnębi bogom ducha winnych rzemieślników, producentom urywają się kontakty, nikt nie chce kupować, bo nikt nie wychodzi na ulicę – tym samym dzieci znikają ze skwerów. I takim kijem właśnie jest morderca.
- Masz na myśli, że zabójca jest twardy i sękaty?
-Tego nie wiem. Nie należy wykluczać żadnej możliwości. Ale co czułeś od samego początku naszego pobytu w Magnimar?
- Cień tych wszystkich budynków nad sobą? Takie wysokie rzeczy nie mają prawa stać, a Ci ludzie nie boją się, że zawalą im się na głowę. Brawura lub głupota.
- Tak, też jestem pod wrażeniem infrastruktury Magnimar. Ale chodzi mi o smród. Całe to miasto cuchnie. Nie chodzi mi tylko o Podmoście.
- Rzeczywiście. Rynsztoki w większości dzielnic bywają przepełnione, często niezależnie od pogody!
- To tylko kolejna wada miast. Miałem jednak na myśli smród winy. Popatrz, ledwo co wchodzimy do miasta, a pierwsza lepsza karczma o którą pytamy wita nas trucicielstwem i właścicielem w więzieniu. Nie sądzisz że to nie w porządku?
- Ale Akwarium jest wygodne!
- Och, może i jest – ale nie sądzisz, że arednarz jest nieco… niewybredny, jeżeli chodzi o klientów? Mają praktycznie pięć zębów na krzyż. Wszyscy razem. Poza tym nie podoba mi się koncepcja mieszkania w wozie. Wystarczająco dużo życia spędziłem w podróży, kiedy wynajmuję pokój w zajeździe, nie chcę obawiać się że o poranku obudzę się na ziemi, a ściany odjadą!
- Ale za to wiem, że podobało Ci się na straganie.
- Ach, widzisz, to jest kwestia zawodowa. W końcu jestem kupcem, prawda? Wypada mi się rozejrzeć po największym targu w stolicy okolicy. No i muszę przyznać – jestem pod wrażeniem. Zastanawiam się jak coś tak niezorganizowanego może przynosić zyski miastu. Szara strefa musi sięgać tutaj niebotycznych sum.
- Widziałem tam kilku handlarzy rybami, naprawdę sądzisz że wszyscy są Szarzy? Myślałbym, że ktoś zwróci na to uwagę.
- Szary to nie nieumarły. Szary to nielegalny.
- To całe handlowisko jest nielegalne? To dlaczego straż miejska nie każe im sobie stąd pójść?
- Wiesz, też się nad tym zastanawiam. Podejrzewam że czasem próbują. Ale to raczej zaburzenie zwykłego porządku.
- Jak morderca?
- Właśnie. Bystry jesteś. Albo jak Aldern.
- Aldern chciał zburzyć Magnimar? Przecież ma tu dom!
- No, może nie zburzyć. Ale jak nazwiesz goszczenie zmiennokształtnych w swoim domu? Popatrz na ten akt własności, który znaleźliśmy: posesja Foxglove niedługo przejdzie w posiadanie Stowarzyszenia Siedmiu. Trzeba będzie sprawdzić ten Tartak, tam może kryć się rozwiązanie zagadki.

Gdy bohaterowie wchodzą do domostwa, okazuje się, iż ktoś jest w środku. Wita ich urodziwa, młoda, czarnowłosa kobieta, oraz… Aldern! Zapraszają ich na posiłek, jednak szybko zdradzają swoje prawdziwe zamiary, oraz postać. Walka nie trwa długo, Bohaterowie szybko rozprawiają się ze zmiennokształtnymi. W domu odnajdują skrytkę. Z licznych dokumentów i zapisków dowiadują się, iż Willa Foxglove nieopodal Sandpoint za kilkadziesiąt lat przejdzie w posiadanie tajemniczego Bractwa Siedmiu, oraz iż Aldern płacił komuś regularnie pieniądze w jakimś tajemniczym celu. Z dokumentów dowiadują się, iż Aldern przekazywał pieniądze w miejscu zwanym Tartakiem Siedmiu.

View
Sesja #21 - Farmy

Sesja 21

Postacie graczy:
- — ?? —
- Euth’Anasia
- Iknomil III
- Lauxema
- Varrel

Po przetrząśnięciu komnaty w której ukrywał się Aldern i odnalezieniu listu doń zaadresowanego Drużyna wyrusza z powrotem na powierzchnię. Po krótkiej batalii z niezbyt przyjaznym lokalnym ptactwem wracają do Sandpoint

Szeryf Hemlock ma niestety dla Bohaterów złe wieści. Po okolicy nadal grasują “Strachy na Wróble”, mordując okoliczną ludność. Drużyna oczyszcza kolejne farmy z nieumarłych, ratując zaledwie dwójkę ludzi. Ilość ofiar wskazuje, iż Sandpoint niebawem mogą czekać problemy z dostawami żywności…

View
Sesja #20 - Pod każdą piwnicą są podziemia...

Sesja 20

Postacie graczy:
- — ?? —
- Euth’Anasia
- Iknomil III
- Jeremiasz Bubba
- Lauxema
- Priper Tudaj

Wszystko co do tej pory wydarzyło się w Willi Foxglove musiało silnie wpłynąć na Varrela; pół-elf z krzykiem na ustach ucieka z budynku i chowa się przy wozie. W tym samym czasie w okolice Willi dociera Priper – tajemniczy starszy mężczyzna, polujący na mitycznego wręcz gigantycznego nietoperza. Postanawia wejść do Willi. W środku trafia na Drużynę, która akurat rozprawia się z chorym szczurem uwięzionym w metalowej balii.

Po krótkiej wymianie uprzejmości, Priper postanawia przyłączyć się do Drużyny i w razie potrzeby pomóc im w tym co sprowadza ich do tego przeklętego miejsca. Eksploracja Willi tworzy więcej nowych pytań niż udziela odpowiedzi, a w jej trakcie dzieją się rzeczy niewyjaśnione, stające się stopniowo coraz bardziej śmiertelne dla Bohaterów. Ostatecznie docierają oni na strychu do źródła płaczu – dziwnej kobiety, skulonej przed dużym lustrem w niewielkim pokoiku. Po usunięciu lustra kobieta odżywa, wykrzykuje coś o Aldernie i rzuca się do biegu. Doprowadza Drużynę do piwnicy przez własnoręcznie utworzoną dziurę w podłodze.

Okazuje się, iż pod willą znajdują się naturalne podziemia. W tunelach Drużyna napotyka gigantycznego nieumarłego nietoperza, który żerował na ludziach w okolicy. Ponadto napotykają też innych nieumarłych, by ostatecznie trafić do pomieszczenia w którym ukrywa się Aldern Foxglove. Teraz szalony i prawdopodobnie będący żyjącym trupem. Szlachcicowi udaje się obalić Euth’anasię oraz pana Bubbę, lecz reszta Drużyny, oraz zmierzająca w jego stronę tajemnicza kobieta, były najwyraźniej ponad jego siły.

Czas uciekać z tej przeklętej Willi. Chyba, że można dowiedzieć się tutaj czegoś jeszcze…?

View
Sesja #19 - Willa Foxglove

Sesja 19

Postacie graczy:
- — ?? —
- Euth’Anasia
- Iknomil III
- Jeremiasz Bubba
- Lauxema
- Varrel

Bohaterowie nie okazują zbyt wielkiej radości po pokonaniu Nualii, która wydawała być się zaślepiona zemstą i nienawiścią. Biorąc pod uwagę wszelkie poszlaki i ślady Drużyna postanawia zbadać Willę Foxglowe, leżącą na wybrzeżu, na południe od miasta. Nim udaje im się opuścić Sandpoint, zostają skierowani do Hemlocka. Szeryf powiadamia ich, że młody chłopak, wysłany w charakterze zwiadowcy w kierunku farm, powrócił niedługo po wyruszeniu z miasteczka. Coś przestraszyło go w gęstwinie, wrócił do Sandpoint potwierdzając historię ze strachami na wróble. Ponadto miało miejsce kolejne morderstwo – tym razem w Gildii Kupieckiej.

Bohaterowie, używając wypożyczonego przez Szeryfa wozu, ruszają wzdłuż rzeki Foxglove nad wybrzeże, gdzie stoi opuszczona willa. Stara siedziba rodu Foxglove wydaje się słusznie mieć złą sławę. Nawet drzewa wydają się być w okolicy mniej żywe. Dom jest w ruinie, wygląda niczym samobójca przygotowujący się do skoku w morską toń. Nieodparte wrażenie czegoś nienaturalnego potęguje silny deszcz, burza i wiatr wyjący między skałami nadbrzeżnego klifu.

Gdy wchodzą do willi głównym wejściem, używając klucza znalezionego przy jednym z truposzy na farmie, widać, że dom został opuszczony lata temu. Zaczynają się też dziać rzeczy niewyjaśnione i niezbyt przyjazne. Przerażają one nawet Iknomila, gdyż czarownikowi nie udaje się dostrzec żadnych magicznych aur…

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.