Rise of the Runelords

Wspomnienie z Czarnej Twierdzy

Wspomnienie z Czarnej Twierdzy

Kiedy tylko wyłoniła się zza skał, wiedziałem, że oznacza kłopoty. Nie wiedziałem tylko jakie.
Mogła być to kwestia obozu olbrzymów rozbitego przed jej bramą. Mogła być to kwestia złowieszczej, czarnej wieży, górującej nad innymi budynkami. Mogła być to kwestia niesamowitej, złowrogiej aury, która spowijała całe to miejsce.
Które z nich okaże się największym problemem – miało się dopiero okazać.
Obrzydliwie krwawe smoki przeniosły nas bez problemu wzdłuż dolnej krawędzi murów – pod płaszczykiem zaklęć i iluzji udało nam się przedostać niepostrzeżenie do wewnątrz twierdzy, pomiędzy jej blanki, do stóp zimnej, czarnej iglicy.
Niekiedy moje wspomnienia rwą się, jakby czas przyspieszał lub zwalniał, a czasem pamiętam wszystko w najdrobniejszym szczególe. Odcisk cienia z głębokiej studni wrył się głęboko w mój mózg. Tak samo jak widok przerażającej, obandażowanej postaci, która obróciła moc Callandora przeciwko niej samej. Tak samo jak nienaturalne, paskudne uczucie, jakby sam dotyk zmurszałej materii wyszarpywał drobne fragmenty ciała i duszy. Z tych podziemi wynieśliśmy jedynie klątwę i zakazaną wiedzę, która dawno powinna umrzeć. Im dłużej jednak nad tym myślę, uważam że została nam tam przedstawiona pierwsza z szeregu wskazówek, które mogą przydać się potem. Myśl do zapamiętania.
Potem kojarzę jedynie migawki, powietrzną walkę, trzaskanie kości o kość, bieg… i smutny, opadający koniec trąby dziwnego stworzenia, które machało ostatkiem sił, jakby na pożegnanie. Pożegnanie dla nas wszystkich, kiedy schodziliśmy w dół przeklętych podziemi.
Pamiętam Ojca Żelaznozębego. Nie wiem, czy on pamięta siebie. Wydaje się być dawnym sobą tylko w trakcie walki. Martwi mnie to. Jeżeli on zatraci się w dziedzictwie swojego plemienia, któż nas obroni? Jego mocy nikt się nie oprze.
I spotkanie z kapłanką gigantów. Powinienem się jej bać. Powinienem jej nienawidzić. Powinienem reagować, kiedy prosi nas o oszczędzenie jej braci. A jedyne na co jestem w stanie się zdobyć, to potakiwanie, gdy inni mówią.
Pamiętam Mamę. Euth. Czasem tak do niej mówię, gdy się zapomnę. Patrzy wtedy na mnie nierozumiejącym wzrokiem, jakby zapominała, kim jestem i skąd się wziąłem, patrzy jakby zapomniała, czyim synem jestem. Czasem, gdy panuje chwila spokoju, wygląda jakby spała. O czym wtedy myśli? Pewnie o własnym domu. Pewnie chce do niego wrócić.
Chciałbym móc tak myśleć. Ale Ojciec Żelaznozęby, Tata Bubba, Mama Euth i ten dziwaczny Lauxema zniszczyli mój dom, a potem dali mi nowy. Może o nim powinienem tak myśleć. To dobra myśl.
Pamiętam błysk światła, i wrażenie pędu – i wizytę w wielkim mieście jak sen. Widziałem je kiedyś, z Tatą – i wyglądało wtedy zupełnie inaczej. I kapłani inaczej się do mnie odnosili.
I podróż wgłąb twierdzy, omijając posterunki, i walcząc… Callandor i Quirai byli zawsze na miejscu. Zawsze gotowi, żeby walczyć.
Ale czego tak naprawdę chcą? Callandor marzy o podbojach. Quirai – o udaremnieniu tychże. Ojciec i Mama są nieobecni, krasnoluda interesują właściwie tylko jego własne, szalone eksperymenty. To niedorzeczne. Pokonaliśmy wodza wielkiej armii gigantów, a wydaje się, że naszą największą zdobyczą jest kupa papieru.
Cheliax… nie potrafię powiedzieć, co o nim myślę, na podstawie opowieści Callandora. Varisia? Tam był mój dom, ale czy mogę powiedzieć o sobie, że mam dom? Goblin bez plemienia to nie goblin. Goblin dla ludzi to nie człowiek.
Szkoda, że nie ma tu Taty. Powiedziałby, co mam robić.
Przeraża mnie ta studnia, w głąb której patrzę. Im dłużej to robię, tym bardziej wydaje mi się, że ona patrzy na mnie… i tym więcej ksiąg Callandor pakuje do worka.

View
Sesja #37 - Płynąc z prądem i pod prąd

Sesja #37

Postacie graczy:
- Quirai
- Callandor
- Pan Ô Ramix
- Jonasz (?)
- — ?? —
- Iknomil III
- Euth’Anasia
- p’Aladyn

  • W drodze powrotnej do Żółwiowej Przystani.
  • Walka z gigantami(?) w czasie podróży.
  • Wskrzeszenie Quirai.
  • Wróżka prosi o pomoc.
  • Mały-duży gnom. :D
  • Podróż w serce lasu.
  • Przerażająca rzeka.
  • Napotkanie ducha. Informacje o Lamatarze – dowódcy fortu Rannick.
  • W drodze powrotnej.
  • Żółwiowa przystań zaatakowana!
  • Pokonanie wielkiego wija.
  • Walka z hydropodobną bestią.
  • Ucieczka bestii, poziom wody opada.
  • Wdzięczność kapłana, przyznanie kolejnego zadania.
View
Sesja #36 - W Forcie

Sesja #36

Postacie Graczy:
- Quirai
- Callandor
- Pan Ô Ramix
- Jonasz
- p’Aladyn (przez pierwszą część sesji)
Więcej osób nie pamiętam. Wpiszcie się jeśli kogoś zapomniałem.

Ten raport napiszę w punktach, aby każdy miał względny pogląd na to, co się wtedy działo.

  • Drużyna poznaje p’Aladyna.
  • Odpoczynek w pobliskiej strażnicy.
  • Jonasz – nowy pełnoprawny członek drużyny Bohaterskich Bohaterów.
  • Odkrycie groty za wodospadem.
  • Eksploracja jaskini.
  • Walka z jaszczurami, śmierć Quirai.
  • Szturm na zamek.
  • Walka z Lukrecją (Lamią), zdrada Kaven’a i jego śmierć.
  • Wyprawa na piętro zamku.
  • Walka z ogrem czarodziejem. Śmierć Vale’a.
View
Sesja #35 - W kraju bagien leje deszcz

Sesja #35

Postacie Graczy:
- — ?? —
- Callandor
- Iknomil III
- Jeremiasz Bubba [R.I.P.]
- Pan Ô Ramix
- Quirai

W kraju bagien lał deszcz.
Widzisz? Mówiłem że tędy przechodzili. Nigdy nie zacierają śladów, jakoś nie mogą przyswoić samej idei. Dokładnie widać ślady Barbarzyńcy, te jego buciska zostawiają ślady wyraźne jak pismo. Jasne jak słońce, chciałem powiedzieć. Tak, ale musisz się przyzwyczaić do liter – jeśli chcesz przeżyć.
Dwie małe postacie siedziały na kamieniu pod drzewem, objadając się znalezionymi po drodze jagodami. Czekali na towarzyszy, którzy wedle wszelkich przewidywań podążali tą trasą w tylko sobie wiadomym celu, i najprawdopodobniej mieli również tędy wracać.
Trzeba tylko poczekać, Jonasz, cierpliwości też się musisz nauczyć.

-

Jeremiasz Bubba – powiedział niziołek.
Callandor – powiedział człowiek.
Skończyłoby się na tym, gdyby nie Quirai – tajemnicza elfka, która nie powiedziała nawet jednego słowa od momentu gdy drużyna spotkała czekającego na nich niziołka i goblina, wracając razem z resztkami uratowanych Czarnych strzał.
Kim jest ta kobieta? – zapytał niziołek.
To moja niewolnica – odpowiedział człowiek.
W czasie krótszym niż mgnienie oka osłabiony, zaskoczony Callandor znalazł się w sytuacji, w której jakiś cholerny staruszek za pomocą brzytwy skłania go do zredefiniowania swojego postrzegania świata i prawa własności.
Nie jest Twoim niewolnikiem. Zasługujesz na zadośćuczynienie za odniesione rany. Nic więcej.
Barbarzyńca widział pana Bubbę już w różnym stanie, ale nigdy tak wściekłego. Wyglądało to jakby cała energia niewielkiej postaci skoncentrowała się na krawędzi brzytwy, która była o włos od wykreślenia krwawego uśmiechu na szyi człowieka w pawim płaszczu.
Który ustąpił.
Barbarzyńca pomyślał, że pan Bubba jednak zna się na ludziach.

-

Potem wszystko potoczyło się szybko – burmistrz Magnimar wiedział, kogo wysłać, żeby załatwić brudną robotę daleko od miasta. Szybko przygotowano plan odbicia twierdzy Czarnych Strzał, która została przejęta przez ogry – nie wiadomo jak, nie wiadomo skąd.
Szybki zwiad określił sytuację – zamknięte bramy, trudne wejście przez ścieki, wędzone ciała Strzelców i ogry, które zasiedliły swoją nowo zdobytą siedzibę.
Szybki plan desantu przez mur mógł być zrealizowany dzięki Iknomilowi, którego sztuczki z linami pomogły całej drużynie przedostać się do środka.
Szybkie uderzenie. Z zaskoczenia.
Tak miało być.
I tak było. Było szybko.

-

Bieg po schodach, wybicie ze śródstopia, uderzenie z góry, krew na twarzy.
Obrót.
Trzej kolejni. Mocny zamach, smród flaków. Krok. Uderzenie. Ból. Wściekłość. Zamach. Smak krwi.

Bieg po schodach.
Tłum.
Gest dłonią – energia. Myśl – energia. Słowo – ogień.

Bieg po schodach.
Wrzask.
Za nim! Silny! Uderzenie. Ziemia.

Padł. Smarkacz.
Bieg.
Unik, skok, pad, sztylet, pałka, sztylet, pałka, trzymaj rytm, pad.

Tłum. Smród.
Siarka – fiolka – rzut.
Ogień – palone ciała – adrenalina – znajoma butla – paskudne kurcze, ale już lepiej, już zwinniej, już szybciej.

Orzeł. Strzał.
Leć!
Strzały i ptaki myślą tak samo. Leć!

Głupcy.
Miecz, myśl, ruch.
Chcę to przeżyć. Gest – energia. Chcę to przeżyć. Ruch – ostrze. Chcę to przeżyć. Myśl – chcę!

Krew.
Gest, myśl, słowo.
Krew.
Pad, za wolno, hak, krew, przecież znowu to nie Twoja walka, ból, Jonasz, ból. Lot.
Krew.
Krew.
Leć!
Głupcy.
Krew.
Ogień.

Było szybko. Tak miało być.

-

W kraju bagien lał deszcz.
Dym i tak unosił się w górę. Dym z wędzarni. Tłuste kłęby śmierdzące palonym mięsem wypełniały dziedziniec twierdzy.
Człowiek, krasnolud i gnom chodzą pomiędzy zwalistymi górami mięśni i flaków i szukają znajomych twarzy.
Są, pomazane krwią, przypalone, pocięte – ale dalej znajome.
Dalej znajome, nawet jeżeli zastygłe w grymasie bólu z otwartymi szeroko oczami, po raz ostatni patrzącymi w siekące wodą niebo.
Na koniec jest tylko mała, śmieszna postać z wielką głową trzęsącą się szlochem, i ostatnia posługa poety.

View
Sesja #34 - Stodoły i pająki

Sesja 34

Postacie graczy:
- Pan Ô Ramix
- — ?? —
- Tezencjusz
- Callandor
- Euth’Anasia
- Quirai

W pewnej osadzie, gdy zapadł zmrok, obok pieńka, na którym teraz siedział starszy człowiek, rozpalono ognisko. Młodzież i dzieci z tejże wioski otoczyli go półkolem. Pewien pół-elf w kapturze, dwoma mieczami przy pasie oraz łukiem na plecach, słuchał z daleka będąc w cieniu, natomiast jakiś krasnolud dokładał drwa do ognia. Nim staruszek coś powiedział, minęły zgoła dwa kwadranse. Wtem się odezwał.

- Drogie dzieci! – rzekł sędziwym głosem – Szanowni goście! – skinął głową na postać chowającą się w cieniu – Witajcie! Przejeżdżam tędy dwa razy w roku i zawsze są osoby zainteresowane słuchaniem moich opowieści. O czym chcecie, abym wam dziś opowiedział?

- O pięknej królewnie! – krzyknęła pewna dziewczynka.

- O wielkich rycerzach! – wrzasnął jakiś chłopiec!

I w ten sposób wyglądała dobra minuta, kiedy to odezwał się półelf, który w tym momencie skończył się bawić sztyletem i schował go gdzieś za plecami.

- Opowiedz nam dziś o Bohaterach Sandpoint – powiedział spokojnym, acz poważnym głosem.

- Aaa… Bohaterowie Sandpoint… Wiele w życiu widziałem, ale to, czego oni dokonują, trudno opisać słowami – zachmurzył się starzec – Wszak Ty, o mości półelfie, należałeś to tejże grupy.

- To nieistotne – odpowiedział tonem twardym jak stal – Nieistotne dla ciebie jest także to, jak się nazywam.

- Oczywiście, oczywiście… Przypominam sobie pewną historię. Miała miejsce całkiem niedawno. Opowiadał mi o niej pewien rycerz z Zakonu Miecza. Posłuchajcie!

*

Bohaterscy Bohaterowie, o których tak wiele słyszeliśmy, przebywali wtedy w piwnicy pewnego domu z dziurawym dachem. Zabierali ekwipunek, który znaleźli w skrzyni i wyszli na powierzchnie. Udali się do stodoły.
“Nareszcie na świeżym powietrzu!” – ktoś musiał w ten sposób pomyśleć. Poza orłem zataczającym koła nad głowami BB nic się nie zmieniło. No… Prawie nic. Callandor, który szedł przodem, dostał strzałą w stopę. Drużyna spojrzała w stronę, z której nadleciał pocisk i ujrzeli oni elfkę o srebrno-białych włosach skrywanych pod kapturem i rubinowo czerwonych oczach. Widząc zagrożenie barbarzyńca oraz magus rzucili się na “zagrożenie”, widząc, co się dzieje, białowłosa zaczęła uciekać przez las. Euth’anasia strzeliła do niej z łuku z widocznym skutkiem. Jej strzała przebiła udo uniemożliwiając uciekającej ucieczkę. Efekt – pościg trwał tylko kilka sekund.
Barbarzyńca dopadł elfkę, uniósł za płaszcz i zaczął nią szarpać, ale jakimś zdolnym sposobem się uwolniła, po czym upadła na ziemię. Okazało się, iż: nie ma źrenic i nie zna języka wspólnego, jednak BB przyjęli jej pomoc z lekkim ociąganiem. Przedstawiła się jako Quirai.
Gdy weszli do stodoły, zostali zaatakowani przez 4 istoty, których nie potrafię wam opisać, ale Bohaterowie Sandpoint wyszli z walki cało, lecz niekoniecznie bez szwanku. Przy jednym z trupów znaleźli kilka interesujących rzeczy.
Stodoła była podzielona na dwie części oddzielone wielkimi wrotami na środku oraz drzwiami po obu stronach. Euth’anasia dokonała zwiadu w drugim pomieszczeniu i zoczyła wielką ilość pajęczyn i dwie klatki. W jednej leżał nieprzytomny Iknomil, a w drugiej trzy, przypominające ludzkie, ciała.
Wtedy całą drużyną postanowili tam wejść i, jak się okazało, “pokój” był siedliskiem wielkiego jadowitego pająka. Wkroczenie do jego “domu” nie spodobało mu się za bardzo, więc zaatakował. Po długim kombinowaniu, mianowicie po wchodzeniu i wychodzeniu z jego domu, BB wreszcie postanowili zaatakować od frontu. Euth’ zabiła przerośniętego insekta wbijając mu dwie strzały w dwa z wielu oczu oraz w… podgardle? Nieważne. W każdym układzie – taka bestia już nam nie zagraża!
Zabrano nieprzytomnych, czyli Iknomila i trzech ludzi, i położono ich w tej normalnej części stodoły. Jeden z nieznajomych miał na swojej kostce siedmioramienną gwiazdę, co odkryła Quirai. Bez słowa pokazała tatuaż, co doprowadziło, po przebudzeniu posiadacza, do niezbyt przyjemnej konwersacji między barbarzyńcą, a tymże człowiekiem.
Po nocy spędzonej w stodole wreszcie ruszyli do Fortu Czarnych Strzał.
__
*

- Więcej drodzy słuchacze opowiem wam, gdy przybędę na następny rok do tego miejsca – rzekł starszy człowiek.

Dzieci oraz młodzież rozeszły się do domów. Kiedy starszy człowiek już miał wejść do swojej kwatery, półelf chwycił go za ramię nakazując mu pozostanie w miejscu. Wcisnął mu w rękę mieszek złota i powiedział:

- Dziękuję Ci za opowiedzenie tej historii. Nazywam się Varrel i tak, należałem do tej drużyny, ale teraz to przeszłość. Teraz odejdę. Żegnaj.

Nałożył na głowę kaptur i ruszył w stoją stronę.

View
Sesja #33 - Lądowa ośmiornica

Sesja 33

Postacie graczy:
- Pan Ô Ramix
- — ?? —
- Callandor
- Euth’Anasia
- “Rain” Tamarie

- Śledziłam ich od dłuższego czasu – powiedziała do swojego przyjaciela białowłosa elfka – Wszystko by się ułożyło tak, jakbym chciała, gdyby nie to, że weszli do ludzkiego domu z dziurawym dachem. Nie lubię obcych w naszym lesie… Gdy wyjdą, powinniśmy im wyjść na spotkanie i przegonić stąd. Prawda, Elvinie?

*

- A niech cię szlag! – ryknął na więźnia hersz bandytów – Tam musi być jeszcze coś interesującego! Na pewno nie zabrali wszystkiego. Ale jeśli nie jest tak, jak mówisz, to wypruję ci flaki – uderzył go pięścią w twarz.
Człowiek upadł. Ten wstał i chwiejąc się na nogach otrzepał ubiór z kurzu.
- Ale jest tak, jak mówię! Wszystko zabrali z tego domu. Nie wiadomo, co się tam jeszcze może czaić, ale jeśli jest tam pusto, to sądzę, że możecie tam przenieść swoją bazę. To jak? Wypuścisz mnie?
- Nie. Idziesz z nami.

*

- A ja wam mówię, drogie panie i szanowni panowie – ciągnął swoją bajkę bard – W piwnicy tego domu, w puszczy nie znanej nikomu, walka się stoczyła, w której Bohaterowie Sandpoint wzięli udział. Wielki potwór z mackami zaatakował ich, ale nie wiedział on, że tym samym podpisał swój wyrok śmierci. Z boską pomocą odcinali poszczególne macki, aż wreszcie poeta-barbarzyńca wyskoczył i przeciął kreaturę na pół. W ten sposób powstał też pomysł, aby stworzyć gilotynę.
Wszyscy w karczmie śmiali się do rozpuku. Wszyscy, z wyjątkiem pewnego człowieka z dwoma mieczami przy pasie, łukiem na plecach i spiczastymi uszami. Zaraz… Uszy! To nie człowiek, a półelf! Wstał. Stanął w cieniu przy drzwiach. Dobył łuku, napiął cięciwę i postrzelił barda w głowę zabijając go. Pijani słuchacze odwrócili się za późno. Nikogo już nie ujrzeli.

*

Varrel, gdy się ukrył przed ewentualnym pościgiem w bezpiecznym miejscu, zaczął rozmyślać:
- Oni wszyscy byli pijani. Nawet mnie nie zauważyli. Nienawidzę bardów, trefnisiów, żonglerów, a kolor niebieski sprawia, że boli mnie głowa… Nienawidzę ich wszystkich, bo zazwyczaj mówią głupoty. A co do barwy niebieskiej… Sam nie wiem. Pora wynieść się z tej dziury. Taka robota nie jest warta funta kłaków. Muszę się zając poszukiwaniem mojej siostry.

View
Sesja #32 - Na terytorium wroga

Sesja 32

Postacie graczy:
- Pan Ô Ramix
- “Rain” Tamarie
- — ?? —
- Euth’Anasia
- Callandor
- Iknomil III

Varrelu!
__
Nie spodziewałam się, że w grupie, którą opuściłeś, jest tyle ciekawych osób. Zupełnie inaczej mi to opisywałeś – tak prosto, bez szczegółów. Fakt faktem brakuje mi tu pewnej dwumetrowej “szafy”. Nieważne. W każdym układzie – kiedy ja, po Twoim wyjściu z karczmy, przysiadłam się do stolika Twoich przyjaciół, wpadł do budynku bardzo… kolorowy jegomość, który od razu poczuł naszą gościnność. Próbował nas zwerbować do SWOJEJ kompanii, która liczyła jedną osobę razem z nim. W pewnym momencie upadł na podłogę, a ja, widząc okazję, trzasnęłam mu w tą piękną buźkę pięścią. Biedny człowiek, biedna ja przy okazji, bo kodeks nakazuje mi bronić słabszych. Będę musiała go przeprosić. Idąc dalej – gdy chcieliśmy się dowiedzieć, czy potrafi walczyć, stwiedził, że tak, ale nie do końca wiedział czym. Efekt był taki, że dużo gadał, a mało robił.
__
Gdy w karczmie wszystko zostało załatwione, rozpoczęliśmy podróż do Fortu Czarnych Strzał. Kiedy przeprawialiśmy się przez rzekę, Euth’ usłyszała ujadanie psów. Zdziwiłam się odrobinkę, ponieważ Płotka nic nie wyczuła.
__
Przez całą drogę nasz nowy kompan mówił tylko o pieniądzach. Zaczynam mieć go dość.
__
Po chwili weszliśmy na polanę, gdzie ujrzeliśmy kota, który uwięziony był w pułapce, natomiast psy były coraz bliżej. Ja i barbarzyńca uwielniliśmy biedne zwierze, kiedy nagle z lasu wyłoniła się wataha PSÓW!! A wraz z nimi pewien… Ork? Śpiewał jakieś piosenki w taki sposób, że doprowadził moje uszy do płaczu. Varrelu, już ty lepiej śpiewasz!
Doszło do starcia, z którego wyszliśmy zwycięsko, ale szkoda mi tego całego śpiewaka z bożej łaski, ponieważ, zanim go barbarzyńca zabił, dało się słyszeć gardłowe “nieee!!”. A może tylko ja to usłyszałam?
__
Kot, o dziwo oswojony, zaczął nas prowadzić przez różne pola i lasy, aż do jakiejś zrujnowanej chaty z dziurawym dachem. W czasie tej podróży stoczyliśmy kilka walk z istotami podobnymi do tamtego orka. Wspominając jeszcze o tej budowli – nie wyobrażam sobie mieszkania tam. Na progu domu już czekała pułapka, w którą biedna Euth’ weszła. Poszła wtedy na zwiad, aby dowiedzieć się czegoś więcej. Cudownie, prawda? Ja bym mogła iść, ale mój rynsztunek się raczej do tego nie nadaje. Dajcie mi inny strój, to można inaczej porozmawiać. W domu nie znaleźliśmy absolutnie nic… Poza wielkim, rozlanym na wszystkie strony potworem posługującym się magią, oraz nieumarłymi. Zastanawiam się, ile jeszcze rzeczy na tym świecie ujrzę. Z walki wyszliśmy CHYBA w jednym kawałku, czego nie można powiedzieć o żywych trupach. Było to jednak połownicze zwycięstwo, ponieważ wyżej wspomniany potwór po prostu się rozpłynął. Podobno było to zaklęcie teleportacji, ale do tej pory nie wiem, kto je rozpoznał. Zamyśliłam się trochę. Może Iknomil, może nasz nowy towarzysz. Nieważne.
__
Nie brzmi to wszystko zbyt optymistycznie. Im więcej takich plugawych bestii po świecie chodzi, tym później zaznamy spokoju.
Inne przygody będę Ci opowiadać w kolejnych listach. Mam nadzieję, że dojdzie do Ciebie ta wiadomość. a też obiecuję, że będę pisała ich więcej.
__
Tamarie

View
Giń, aby żyć! (i aby nauczyć się pisać?)

Sesja 31

Postacie Graczy:
-Euth’Anasia
-Iknomil III
-Lauxema
-Pan Ô Ramix
-Varrel

Idąc dalej korytarzami tych przeklętych podziemi, wreszcie B.B. ujrzeli kolejną większą komnatę… Varrel dostrzegł pułapkę, rozbroił ją oraz przetestował rozbrojony mechanizm różnymi środkami, w tym Lauxemą. Od razu gdy weszli do pomieszczenia, zaatakowało ich kilka wielkich śluzowatych stworów, które widać potrafiły się rozdwajać. Kiedy reszta drużyny zmagała się z innymi galaretkami, Lauxema zdeformował i rozpuścił swoimi uderzeniami pięści i nóg trzy mniejsze stworzenia. Kiedy Mnich dziko wywijał kończynami zadając kolejne ciosy, jedno ze stworzeni pochwyciło go silnie nibynóżką, pokrywając jego ciało kwasową wydzieliną. Jego głowa została całkowicie wypalona przez, a jedyne co zostało po Lauxemie to bezwładne ciało ze szkieletem od barków aż po czubek głowy.

Lauxema, niee! – krzyknęła Euth’Anasia wystrzeliwując kolejną już strzałę, po raz kolejny rozdwajając żelka.

Sytuacja wydawała się beznadziejna. Kiedy Varrel chciał już sięgać po magię zamkniętą w różdżkach Iknomila, O’ramix wysadził w powietrze swoimi bombami wszystkich przeciwników…

Zebrane szczątki zabrali do Żółwiowej Przystani, gdzie Lauxema został wskrzeszony przez tamtejszego kapłana Erastil. Jednakże na drugi dzień mnicha już nie było. Nie, nie opuścił świata żywych, ale opuścił naszą drużynę zostawiając list, pierścień i naszyjnik. W liście NAPISAŁ (cholera, on umie pisać! Chyba…) o tym, że objawił mu się Tafit, który nakazał mu głoszenie jego nauki po całej Varisii i dalej.

Niechaj bóstwa z Tafitem na czele będą z nim!

View
Sesja #30 - Galaretki, śluzy, żaby

Sesja 30

Postacie Graczy:
- ?? —
-Euth’Anasia
-Iknomil III
-Jeremiasz Bubba
-Lauxema
-Pan Ô Ramix
-Varrel

Bohaterscy Bohaterowie, z Varrelem na czele, przemierzają zamieszkałe przez różnorakiego rodzaju galaretki i śluzy podziemia. Przechodzą przez szersze, węższe, całkiem wąskie korytarze, odkrywając kolejne pomieszczenia. Wchodzą po schodach i schodzą z nich, i tak dalej, i tak dalej… Może to brzmieć absurdalnie, ale walczyli oni nawet z drapieżnym biurkiem! Niewiele brakowały aby biedny Iknomil został przez ów mebel zjedzony w ramach przystawki.

Gdy B.B. przeciskali się przez bardzo ciasne przejście, Varrel, który ze zwinnością jaszczurki przecisnął się przez tą przestrzeń, poszedł na zwiad. Odkrył jeziorko zamieszkiwane przez martwe, po wizycie Bohaterów, żaby oraz wyjście z jaskiń połączonych z podziemiami. Chwała Calistrii! Świeże powietrze! – pomyślał Varrel…

Ale za cholerę nie wiem, dlaczego przeszukujemy te podziemia! To się źle skończy. – stwierdził na koniec.

View
Sesja #29 - Bohaterska Eksterminacja

Postacie Graczy:
- — ?? —
- Euth’Anasia
- Lauxema
- Pan Ô Ramix
- Varrel

Iknomil oraz Shalelu zostali porwani przez bandę jaszczuroludzi o nieznanych pobudkach! Cała dostępna drużyna rusza na ratunek i zagłębia się w głąb wilgotnych i głębokich bagien! Po żmudnym tropieniu porywaczy w kałużach zwykłych i pop**dolonych dzielna, bohaterska ekipa staje naprzeciwko całej wioski jauszczuroludzi, którzy chyba nie mają zamiaru negocjować warunków uwolnienia jeńców. Widząc dowódcę Varrel wpada na mroczny plan:

“Nie zabijajcie go. Chcę go przesłuchać.”

Walka jest szybka lecz brutalna. Potężny miecz barbarzyńcy przyozdabia okolicę w różnorakie elementy gadziej anatomii. Lauxema wali po mordach. Euth’Anasia strzela. Varrel się skrada. Alchemik miota bombami na lewo i prawo. Jeremiasz zachodzi od tyłu. Wreszcie na polu bitwy pozostaje tylko szaman jaszczuroludzi schwytany przez Lauxemę. Próbuje się jeszcze wyrywać ale jest bez szans. Zadowolony Varrel podchodzi do niego z uśmiechem na ustach i wbija mu sztylet we flaki aż po jelec.
“Ach wybaczcie, powiedziałem “przesłuchać”? Miałem na myśli zamordować oczywiście…"

Wioska jaszczuroludzi świeci pustkami. No może poza kilkomo świeżo osieroconymi jaszczurodzieciami, które prawdopodobnie za jakieś 5 – 10 lat będą mścić się na bohaterach za ich bohaterskie czyny. Jedyną rzeczą mogącą być potencjalnym tropem za porwanymi okazuje się drabina prowadząca do podziemi. Jaszczuroludy widocznie też wiedzą, że nie ma szanującej się wioski bez pożądnych podziemi!
Po szybkim zejściu na dół (Euth’Anasia uznała, że zostanie na czatach dla bezpieczeństwa), bohaterowie znajdują porwanych w pomieszczeniu szczelnie wypełnionym złomem, strawionymi ciałami oraz mięsożernymi, sześcianowatymi galaretkami. Galaretowate bestie nie posiadały żadnej widocznej anatomii, słabych punktów, niemożliwym było je zaskoczyć, oflankować czy też przestraszyć. Nie ma się co dziwić, w końcu były tylko galaretkami. Żarłocznymi, myślącymi, żrącymi jak kwas, ale jednak galaretkami. Po pierwszych niepewnościach i strachu na jaw wyszło, że galaretki pomimo szeregu tych niezwykłych cech reagują na dwuręczne miecze i rozpędzone pięści w bardzo pospolity sposób. Kiedy walka dobiekła końca Iknomil oraz Shalelu zostają uratowani, zaś drużyna wzbogaca się o kolejną partię magicznych artefaktów. Jednakże, czeka na nich długi mroczny korytarz… Co znajdą, jeśli zdecydują się nim podążyć? Dlaczego Iknomil oraz Shalelu nie budzą się ze snu? I czy Jeremiasz skończył już zachodzić od tyłu jaszczuroludzi? O tym w następnym odcinku.

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.