Rise of the Runelords

Wspomnienie z Czarnej Twierdzy

Wspomnienie z Czarnej Twierdzy

Kiedy tylko wyłoniła się zza skał, wiedziałem, że oznacza kłopoty. Nie wiedziałem tylko jakie.
Mogła być to kwestia obozu olbrzymów rozbitego przed jej bramą. Mogła być to kwestia złowieszczej, czarnej wieży, górującej nad innymi budynkami. Mogła być to kwestia niesamowitej, złowrogiej aury, która spowijała całe to miejsce.
Które z nich okaże się największym problemem – miało się dopiero okazać.
Obrzydliwie krwawe smoki przeniosły nas bez problemu wzdłuż dolnej krawędzi murów – pod płaszczykiem zaklęć i iluzji udało nam się przedostać niepostrzeżenie do wewnątrz twierdzy, pomiędzy jej blanki, do stóp zimnej, czarnej iglicy.
Niekiedy moje wspomnienia rwą się, jakby czas przyspieszał lub zwalniał, a czasem pamiętam wszystko w najdrobniejszym szczególe. Odcisk cienia z głębokiej studni wrył się głęboko w mój mózg. Tak samo jak widok przerażającej, obandażowanej postaci, która obróciła moc Callandora przeciwko niej samej. Tak samo jak nienaturalne, paskudne uczucie, jakby sam dotyk zmurszałej materii wyszarpywał drobne fragmenty ciała i duszy. Z tych podziemi wynieśliśmy jedynie klątwę i zakazaną wiedzę, która dawno powinna umrzeć. Im dłużej jednak nad tym myślę, uważam że została nam tam przedstawiona pierwsza z szeregu wskazówek, które mogą przydać się potem. Myśl do zapamiętania.
Potem kojarzę jedynie migawki, powietrzną walkę, trzaskanie kości o kość, bieg… i smutny, opadający koniec trąby dziwnego stworzenia, które machało ostatkiem sił, jakby na pożegnanie. Pożegnanie dla nas wszystkich, kiedy schodziliśmy w dół przeklętych podziemi.
Pamiętam Ojca Żelaznozębego. Nie wiem, czy on pamięta siebie. Wydaje się być dawnym sobą tylko w trakcie walki. Martwi mnie to. Jeżeli on zatraci się w dziedzictwie swojego plemienia, któż nas obroni? Jego mocy nikt się nie oprze.
I spotkanie z kapłanką gigantów. Powinienem się jej bać. Powinienem jej nienawidzić. Powinienem reagować, kiedy prosi nas o oszczędzenie jej braci. A jedyne na co jestem w stanie się zdobyć, to potakiwanie, gdy inni mówią.
Pamiętam Mamę. Euth. Czasem tak do niej mówię, gdy się zapomnę. Patrzy wtedy na mnie nierozumiejącym wzrokiem, jakby zapominała, kim jestem i skąd się wziąłem, patrzy jakby zapomniała, czyim synem jestem. Czasem, gdy panuje chwila spokoju, wygląda jakby spała. O czym wtedy myśli? Pewnie o własnym domu. Pewnie chce do niego wrócić.
Chciałbym móc tak myśleć. Ale Ojciec Żelaznozęby, Tata Bubba, Mama Euth i ten dziwaczny Lauxema zniszczyli mój dom, a potem dali mi nowy. Może o nim powinienem tak myśleć. To dobra myśl.
Pamiętam błysk światła, i wrażenie pędu – i wizytę w wielkim mieście jak sen. Widziałem je kiedyś, z Tatą – i wyglądało wtedy zupełnie inaczej. I kapłani inaczej się do mnie odnosili.
I podróż wgłąb twierdzy, omijając posterunki, i walcząc… Callandor i Quirai byli zawsze na miejscu. Zawsze gotowi, żeby walczyć.
Ale czego tak naprawdę chcą? Callandor marzy o podbojach. Quirai – o udaremnieniu tychże. Ojciec i Mama są nieobecni, krasnoluda interesują właściwie tylko jego własne, szalone eksperymenty. To niedorzeczne. Pokonaliśmy wodza wielkiej armii gigantów, a wydaje się, że naszą największą zdobyczą jest kupa papieru.
Cheliax… nie potrafię powiedzieć, co o nim myślę, na podstawie opowieści Callandora. Varisia? Tam był mój dom, ale czy mogę powiedzieć o sobie, że mam dom? Goblin bez plemienia to nie goblin. Goblin dla ludzi to nie człowiek.
Szkoda, że nie ma tu Taty. Powiedziałby, co mam robić.
Przeraża mnie ta studnia, w głąb której patrzę. Im dłużej to robię, tym bardziej wydaje mi się, że ona patrzy na mnie… i tym więcej ksiąg Callandor pakuje do worka.

Comments

Geralt_Bialy_Wilk

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.